Okrutna bajka o okrutnym emigracyjnym losie
Nad bagienną koszelewską równiną wstawał nowy dzień. Turzycowiska odbijały jeszcze atrament nocnego firmamentu, ale na wschodzie jaśniała już zapowiedź jutrzenki. Czyste niebo zwiastowało kolejny ciepły lipcowy poranek. Pierwsze w (...)








