Dołącz do nas w 5 sekund - zbieraj i dodawaj przepisy, zgłaszaj nowe blogi, dyskutuj na forum i wyłącz reklamy 😄
Przeglądasz wątek Dania "torebkowe", gotowce przyprawowe w dziale Przepisy kulinarne.
Nie jest to zapewne nowy temat do dyskusji, ale dla mnie bulwersującym jest stosowania bez jakichkolwiek obiekcji, dań torebkowych, chińszczyzny w tym nagminne już i wychwalane sałatki z zupkami. Nie będę odsyłał do komentarzy w mediach (przez specjalistów ds. żywienia, nie tylko krajowych), na temat "zdrowotności" tychże. Patrząc na gamę ziół przyprawowych, dostępnych w handlu, możliwości ich upraw w warunkach ogródkowych, balkonowych, nawet parapetowych, zastanawiam się wciąż: czy ulegamy jakieś (***) manii pseudo kulinarnej, idziemy na łatwiznę(?!) w "komponowaniu " dań ... Czy faktycznie uważacie, że " ...tyle chemii jest wszędzie , że ta zupka, zjedzona raz na jakiś czas, nam nie zaszkodzi ..." Tu nawiązuje się samo jakieś głupie(?) skojarzenie: jeden kieliszek nie zaszkodzi, tylko.... czy mamy pewność, KTÓRY nam zaszkodzi? A gotowe mieszanki przyprawowe, czy nie doprowadzają do monotonii smakowej(?), czy nie ograniczają nas(!), w komponowaniu smaków, dań?Pod rozwagę.P.S. Nie wypowiadam się na temat, "jakości" takich przepisów, chociażby foty były nie wiem jak zachęcające.
"zup" w torebkach nie robię, gotowych przypraw nie mam; paczkę kostek mam i bardzo rzadko, ale używam. Taka paczka 6 szt starcza mi na rok i nie przesadzam. Wiec na pewno się nie otruję, zresztą gro ludzi używa non stop i jakoś żyje. Każdy wybiera i gotuje jak chce.A tak poza tematem to mnie osobiście śmieszą takie dwulicowe osoby które to "plują" jadem na innych kiedy ktoś ma w przepisie np kostkę a zachwalają jakie to pyszne dania robili na warsztatach a w tle opakowania zupek w proszku 😉))
Iza mądra kobieta z Ciebie 😀Ja osobiście kostek już nie używam, zup z torebki też nie. Co do gotowców przypraw, to ostatnio miałam okazję testować nowości z Kamisa i bardzo sobie chwalę. Jednak sama nie będę ich kupować, bo cena zaporowa.
Prawda to, tylko jeśli ktoś gotuje sobie jak chce (z fixa) to niech tego nie wciska na blogu kulinarnym jako wielką sztukę kulinarną, danie dietetyczne czy super autorskie i oryginalne.
To znaczy piłam do Izy.Uwaga, ja się nie obinam ;]A tak ogólnie, to uważam za skandal promowanie mixów, fixów i wszelakiej chemii, mającej pretensje do ułatwiania przygotowania skomplikowanych potraw (litości, np. zupa cebulowa) na blogach. Uważam, że jakiego wynagrodzenia blogerzy by za to nie otrzymywali zawsze będzie zbyt niskie (a nawet obiektywnie jest niskie) - bo blogerzy kupieni przez winiary itp. zwyczajnie oszukują swoich czytelników- dlaczego😛o pierwsze wielu czytelników to laicy w dziedzinie kulinariów- przychodzą po porady doświadczonych kucharzy- a dobrzy, doświadczeni i profesjonalni kucharze nie używają nazwijmy to po imieniu gówna. Po drugie jeśli już firma płaci takiemu delikwentowi- to jakiego syfu by nie reklamował musi o nim napisać w samych superlatywach - kłamie- chyba, że nie ma kubków smakowych.I po trzecie wstrętne lepkie kłamstwo w postaci niewyodrębniania treści sponsorowanych jest na porządku dziennym- kiedy ludzie z tym skończą?
Aha, przepraszam, że ja tylko o winiarach i reklamie.Myślę, że moje zdanie o temacie i tak wyraziłam 😀
Kostek nie używam w ogóle, czasami, rzadko bulionetki. Z przypraw bardzo niewielu i rzadko.Mieszanki mi nie odpowiadają. A co do publikowania na blogach... Blog jest prywatny, każdy może sobie wypisywać co chce, a to my decydujemy gdzie chcemy zaglądać.
Henia napisała (29 stycznia 2013 22:13)Kostek nie używam w ogóle, czasami, rzadko bulionetki. Z przypraw bardzo niewielu i rzadko.Mieszanki mi nie odpowiadają. A co do publikowania na blogach... Blog jest prywatny, każdy może sobie wypisywać co chce, a to my decydujemy gdzie chcemy zaglądać. Heniu, wybacz to tak jakby walczyć z alkoholizmem, a na blogu reklamować alkohole. To właśnie jest perfidia: ty wybierasz wiedząc co zdrowe, początkujący "adept amatorskiej sztuki kulinarnej" zawalony reklamami, głupieje i kupuje trucizny.Uważasz, że dobrze czyniłabyś, na swoim blogu reklamując ...trupią czaszkę i biorąc tym samym udział w powolnym truciu?Czasem warto zastanowić się, nim podejmie się zarobkowania poprzez reklamowanie gówna (jak już ktoś to nazwał dosadnie). Sam miałem propozycje reklamowania różnych firm ale odmówiłem ze względu na niektóre ich produkty zawierające "małosympatyczne "produkty typu glutaminian sodu i inne wzmacniacze smaku.
Hej Wypada się zgodzić z Kazikiem i Olą (małą) - nie po to, sięgam do blogów, aby znaleźć opis, jak przyrządzić cebulową z torebki lub inną zupkę kung-fu z makaronem ze styropianu 😄 Zresztą na opakowaniach są jasne opisy. Bez obrazy oczywiście. Każdy sobie moze zamieścić, co mu się podoba na blogu. I uczestniczyć, w jakich tylko konkursach chce. Pozostaje tylko mieć nadzieje, iż już wkrótce producenci i dystrybutorzy kawioru, trufli i szyneczki parmeńskiej, przejmą pałeczkę sponsorów polskiej blogosfery kulinarnej. Ogłoszą konkursy na polskie interpretacje wspaniałych dań nouvelle cuisine jak i tradycyjnych potraw włoskich. Zostawiając tym samym wstrętnych fixo-trucicieli z przysłowiową ręką w ... zupie. 😀 Pozdrawiam 😀 Mihu
Ola a pokaż mi w którym miejscu ja mam reklamę jakiś fixów czy innych takich ?? bo jakoś nie zauważyłam nigdzie. Nie każdy prowadzi blogi dietetyczne ze zdrowa żywnością itd. Może ktoś mieć bloga z samymi takimi daniami; jeśli nam to nie pasuje nie wchodzimy chyba to proste.Ja kiedyś miałam jeden wpis z zupą która robiłam na kostce i tak tez napisałam; mogłam oczywiście napisać ze to na wywarze i nikt po zdjęciu by się nie zorientował ale po co? Zresztą celowo napisałam prawdę i wiesz co kilka osób było oburzonych jakie to blee, trujące itd a za 2-3 mies był konkurs na durszlaku z wykorzystaniem produktu 'torebkowego" i specjalnie zerknęłam kilka osób oburzonych brało w nim udział i obok swojego pięknego zdrowego dania na zdjęciu leżała torebka. 😀😉
Nie używam od lat.Kostek,mieszanek,itp.Moim zdaniem zdrowe i dobre gotowanie nie ma nic wspólnego z Winiarami,Knorrem czy Kamisem.Wytwory tych firm zniekształcają smak dania ,podkręcając' go.I to zarówno kostki ,jak i bulionetki.Mieszankę przypraw można i trzeba zrobić samemu,bez korzystania z gotowców.A przygotowanie ich trwa chwilę.Kostki rosołowe i warzywne też robię sama.Nie mają nic wspólnego ze smakiem kostek tych firm.Należy też zwrócić uwagę na zioła i przyprawy sprzedawane przez niektóre firmy.Są naładowane chemią i marnej jakości.Porównajcie pieprz Kotyani i Kamisa na przykład.Różnica kolosalna!
>>Porównajcie pieprz Kotyani i Kamisa na przykład.>>Różnica kolosalna! Amber - a na czyją korzyść? Wydaje mi się ze przyprawy Kotyani są troszkę lepszej jakości, czy tez sie z tym zgadzasz??
Pomijając to, co jacyś tam blogerzy wypisują na SWOICH blogach, to... bardziej bulwersują mnie akcje, na portalach kulinarnych promujące zupy z proszku, wykorzystywanie kostek itd.Niby każdy orze jak może, ale... to świństwo przecież jest!PS. Uwielbiam posty, które mówią mi jak można przygotować jakąś mieszankę przypraw!
A ja uważam, że blog to jest indywidualna sprawa każdego bloggera. Ja np bardzooo rzadko używam chemii ale nie mówię, że wcale. Czasem mi się zdarzy ..przez przypadek, albo coś mnie skusi w sklepie albo po prostu zwykła ludzka ciekawość. Ale nie sądzę abym komuś robiła tym krzywdę, nikogo nie oszukuję a na moim blogu, w przepisie jest ZAWSZE wyraźnie napisane czego użyłam więc jeśli komuś nie odpowiada dany przepis to po prostu go nie przygotowuje. Czasem używam tzw "chemii" bo mam ochotę wziąć udział w konkursie i żeby wszystko było zgodnie z regulaminem używam gotowego produktu czy też przyprawy i nie widzę w tym nic złego. Ale przyznam rację, że jeśli ktoś prowadzi blogga kulinarnego na "gotowcach" to jest to żenujące 😀 i bezsensu.
Ciekawy artykuł, jak i wykazy.
mihu napisał (30 stycznia 2013 09:40)>>Porównajcie pieprz Kotyani i Kamisa na przykład.>>Różnica kolosalna! Amber - a na czyją korzyść? Wydaje mi się ze przyprawy Kotyani są troszkę lepszej jakości, czy tez sie z tym zgadzasz?? Tutaj udzielenie jednoznacznej odpowiedzi jest raczej problematyczne. Każda z tych firm i nie tylko tych, ma swoje dobre i kiepskie wyroby/produkty. Każda z nich używa bardzo mocno uzależniającego(!!!) glutaminianu sodu, który powoduje że bez jego dodatku, nasze kubki smakowe wciąż poszukują smaku w potrawach w których jest "niezastąpionym". Kiedyś był (nie pamiętam gdzie) o tym artykuł, a ja jako "wieczny sprawdzacz poszukujący", po wielu (bardzo wielu!) próbach, potwierdzam, uzależnia. Chociaż bodajże WINIARY (?) wypuściły coś n a rynek bez glutaminianu, ale czym zastąpiono, (?) ...
Mihu,tak ,na korzyść Kotyani.Zdecydowanie!
Iza napisała (30 stycznia 2013 06:56)Ola a pokaż mi w którym miejscu ja mam reklamę jakiś fixów czy innych takich ?? Nie masz, nie posądzam Cię o to- niefortunnie mi się napisało. Przepraszam.
Hmm... Kostka rosołowa to w sumie w dużej mierze sól, suszone warzywa i co najwyżej glutaminian sodu, który wbrew ogólnej internetowej histerii podsycanej i replikowanej przez celebrytów wcale trucizną nie jest, czego dowodem pośrednim są zresztą Chińczycy, bo to w ich kuchni odgrywa i w naturalnej i syntetyzowanej postaci niepoślednią rolę; dowodem zaś bezpośrednim jest ok. 40 lat badań syntetyzowanego glutaminianu sodu. Póki co jeszcze nie zburzono podstaw świata. W sumie można powiedzieć, że kostki są be, bo są pełne (uwaga, chemia) chlorku sodu 😉, który źle nam działa na ciśnienie. Pewnym niepokojącym składnikiem jest za to benzoesan sodu (też sodu, byle nie przyjmować per analogiam że wszystko co sodu to nas rozpuści na amen 😛), ale tu też sprawa wcale nie jest taka w stylu tak/nie. Swoją drogą, ciekawostka, bo mnie to zawsze bawi - w książkach kulinarnych sprzed ok. 30 lat są świetne przepisy na przetwory, choć w wielu zawsze jest osobny akapit, że jak nam się spieszy to dajemy pół tabletki benzoesanu i mamy z głowy. 😉 Swoją drogą nr 2, absurd nr 2, czyli widziana ostatnio przeze mnie w sklepie "szynka bez konserwantów" - sprytny zabieg, szkoda tylko że nomenklaturowo peklowanie które z mięsa robi wędlinę to też przecież konserwacja. No ale pewnie mieli na myśli to, że nie ma tam papieru toaletowego. 😉Generalnie jeśli chodzi o glutaminian i inne substancje w żywności, to fajnie jest rozmawiać na odpowiednim poziomie. Jak ktoś dysponuje nawet i abstraktami na ten temat, bardzo chętnie poczytam. Artykułów naukowych na temat dodatków w żywności (i notatek mojej połówki z odpowiednich przedmiotów) naczytałem się tyle, że mi uszami wychodzi. Nie zakładam, że coś się nie zmienia w tym temacie, po prostu dobry jest chłodny racjonalizm (czyli m.in. sprawdzenie kto stał za grantem, dzięki któremu przeprowadzono badania nt. X, Y, Z, bo to nie jest tak, że wszystkie artykuły dekonstruujące rzekomą i mityczną szkodliwość np. glutaminianu sodu są rzetelne)No i hej, jak ktoś robi zupę raz na ruski rok, nie zawsze też ma czas/chęci bawić się parę ładnych godzin z bulionem. Sam do zup (bo je robię rzadko) używam kostek, no ale zawsze zaznaczam to w liście - i też po prostu rzadko kiedy mam czas (a nie mam zamrażalnika, żeby trzymać bulion, na którym jak wiadomo w warunkach domowych świetnie hoduje się bakterie 😛) na robienie bulionu.Fiksy i gotowe zupki to jest zupełnie inna kategoria i wcale bym tak wszystkiego nie ściągał do jednego mianownika. Kostka przyspiesza, fiksy to dla mnie rzecz średnio zrozumiała, bo na opakowaniach jest np. "fix do XYZ, dodaj tylko mięso, śmietanę, pomidory i paprykę". No to kurde po co mi ten fiks? 😉Gotowce przyprawowe, tzn. mieszanki w 99% nie posiadają tego strasznego i destabilizującego strukturę wszechświata glutaminianu sodu 😛. Są, moim zdaniem podobnie jak kostki, dla leniwych. Akurat tutaj jestem bardziej konserwatywny, bo po prostu wolę sam robić mieszanki ziołowe/warzywne, bo to ja wtedy kontroluję smak, a nie jakiś tam producent. Swoją drogą, owszem, też bawi mnie wchodzenie kulinarnych na barykady i ten krzyk o zdrowe i nie wiadomo jakie jedzenie (choć zwykle bez konkretnych argumentów pro i contra), a przy okazji wciskanie w przepisach koncentratów, czosnku granulowanego (który to jest wzmacniany glutasolą 😉) czy pewna niekonsekwencja, która polega na biciu zdrowotnej piany z firmą X czy Y w tle. No ale hej, kto refleksyjny ten przemyśli, kto głupiutki i tak ciężko zmienić nawyki.Tematu "reklamowego" nie komentuję, bo mój blog z założenia jest antykapitalistyczny i prędzej łapę lewą w ogień wsadzę (jestem mańkutem) niż będę coś sponsorował. O chemii mogę pisać do woli (zdaje się że mam dwa posty o energetykach, a tam przecież poza cukrem i syntetykami jest tylko woda 😉), ale nikogo reklamować nie zamierzam. Zresztą tworzy mi się taka baza czytelników, że by mnie zjedli. Bez fiksa.
A ja tak sobie myślę, że po prostu należałoby zrobić nową kategorię blogów kulinarnych. No wiecie: są blogi dla alergików, słodkie, odchudzające. Powinny być też takie proszkowe, na alternatywne przygotowanie dania z paczki - zamiast tymianku dodaj rozmaryn, ta dam! 😉 I wtedy nie byłoby problemu 😀
Witam !To co napiszę nie jest formą samoobrony ... zajmuję jedynie stanowisko w sprawie ... i tak to potraktujcie 😀Tak , należę do grona tych blogerów , którzy wykorzystali "pomysł na..." na swoim blogu ... i jakoś się tego nie wstydzę ... Dlaczego ? Dlatego , że zakłamaniem byłoby twierdzić , że moja kuchnia pozbawiona jest jakiejkolwiek chemii ... chemii w mojej kuchni bywa sporo zwłaszcza w chwilach gdy wspólnie z mężem gotujemy 😀😀 A tak poważnie ... rozumiem , że wypowiadają się tu głównie osoby , których sytuacja finansowa jest niezwykle dobra / kupują wyłącznie wędliny z najwyższej półki , oczywiście tej "cenowej" / bo wiadomo co kryje się w przeciętnej szyneczce dostępnej dla Kowalskiego ... ewentualnie sami wyrabiają wędliny z mięsa pochodzącego jedynie od "szczęśliwych świnek" i wędzą je w przydomowych wędzarniach ... Nie muszą również poświęcać sporej części dnia na pracą , a co za tym idzie mogą zawsze samodzielnie piec sobie chleb / bo przecież tego ze spożywczaka za rogiem nie kupują - polepszaczy w nim za wiele / ... Warzywa uprawiają sami , dodajmy , że na ekologicznie czystych terenach ... lub też kupują tylko te z atestem "BIO" / jakie są ceny w dużych miastach w sklepach ze zdrową żywnością w porównaniu z hipermarketami nie będę przecież wspominać - bo po co ? / ... Wodę czerpią ze studni głębinowej , która w ich ogrodzie jest wykopana / bo do tej z kranówki można mieć czasem wiele zastrzeżeń / i tak dalej ... i tak dalej ... Niestety mnie nie stać na taki luksus , choć bardzo żałuję 😀😀 ... I powiedzmy sobie prawdę - większości społeczeństwa też na to nie stać ... Wiadomo , że Kowalskiego należy edukować w zakresie zasad zdrowego żywienia / i ten , kto zada sobie trud i do mnie zajrzy - będzie wiedział , że się staram to robić 😀 /... ale nie można mu podsuwać wyłącznie rozwiązań po które nie sięgnie , bo nie będzie mógł - czas mu na to nie pozwoli , czy sytuacja finansowa ... obejrzy piękne obrazki , frustracja go z lekka ogarnie i w ramach pocieszenia sięgnie po tłustą karkówkę , albo ciacho z rurociągiem bitej śmietany ...Ceną jaką płacimy za postęp jest miedzy innymi wprowadzenie wszelkiego rodzaju gotowców do naszego życia ... również do naszej kuchni ... i można się oburzać ... I CZASEM NAWET NALEŻY ! ... ale zakłamaniem jest twierdzenie , że " my żadnej chemii nigdy w kuchni ..."Co do mnie ... mam duszę włóczykija ... uwielbiam podróże ... i "w drodze" często korzystałam i korzystam z różnych puszek , torebek i kartoników ... i nie mam zamiaru kłamać , że tak nie jest ... i wiem , że zrozumie mnie ten , komu zdarza się gotować pod gołym niebem czy pod żaglami w trakcie rejsu ...A konkurs ... czymże jest konkurs ? ... jest formą sprawdzenia się ... chyba zwyczajnie lubię rywalizację I LUBIĘ WYZWANIA 😀 a konkurs własnie takim wyzwaniem jest ... i ja nie widzę w tym nic złego / albo jest jeszcze drugie wytłumaczenie - od "gotowców" poziom testosteronu wzrósł mi za bardzo 😀😀😀 /Pozdrawiam Was ciepło i miłego dnia Wam życzę - ankawell z bloga ŻYCIE OD KUCHNI
gin napisała (31 stycznia 2013 15:50)A ja tak sobie myślę, że po prostu należałoby zrobić nową kategorię blogów kulinarnych. No wiecie: są blogi dla alergików, słodkie, odchudzające. Powinny być też takie proszkowe, na alternatywne przygotowanie dania z paczki - zamiast tymianku dodaj rozmaryn, ta dam! 😉 I wtedy nie byłoby problemu 😀Gin,świetne!Popieram.
Amber napisała (1 lutego 2013 11:07)gin napisała (31 stycznia 2013 15:50)A ja tak sobie myślę, że po prostu należałoby zrobić nową kategorię blogów kulinarnych. No wiecie: są blogi dla alergików, słodkie, odchudzające. Powinny być też takie proszkowe, na alternatywne przygotowanie dania z paczki - zamiast tymianku dodaj rozmaryn, ta dam! 😉 I wtedy nie byłoby problemu 😀Gin,świetne!Popieram. Są takie blogi w necie, każdy😉 też może taki blog założyć, a nawet w naszym Mikserze jest podobnych tematycznie kilka, a proszkowe ... na torebkach jest zawsze opis wykonania i proponowanych dodatków. Sprawa samej zamiany (przykładowo) ziół, na "łamach" internetowych, chyba byłaby lekką przesadą, bo każda zamiana jednego ze składników w wątku miałaby XXXX ...XXXX postów, w rzeczywistości nic nie wprowadzających nowego.Ale to tylko moje zdanie i nie musi się nikt z nim zgadzać 😀)Pozdrawiam 😀
Taką piękną odpowiedź wysmarowałam, i mi zeżarło... Buuu...Więc jeszcze raz, tym razem krótko i na temat 😉Nie mówię, że używanie gotowców jest złe - bo sama to robię, i naprawdę, bez przesady. Nie można w ogóle się w kuchni bez chemii obyć, bo, tak jak napisała Ankawell, po prostu nie ma na to czasu. Sama żywię się głównie tostami albo gotowymi zupami (takimi dobrej, duńskiej firmy, które są naprawdę przyzwoite), kiedy spędzam popołudnia sama w domu. Nie widzę tylko sensu wrzucania na bloga przepisu na podgrzanie gotowca, gdzie od siebie dorzucę trzy przyprawy, bo to po prostu każdy jest w stanie zrobić sam (nazwa gotowce skądś się chyba wzięła 😉).Moja wypowiedź powyżej była podszyta ironią - to jest po prostu zabawne, jeśli na blogu raptem co piąty przepis nie ma w składzie czegoś już gotowego 😀
W ramach anegdotki: Angielskie gospodynie zaraz po IIWŚ były bardzo zadowolone z zup w puszkach (wcześniej używanych tylko w wojsku), bo nie musiały stać cały dzień nad sztandarowym niedzielnym czy proszonym obiadem. W latach 50-tych jak się komuś otworzyło żarcie z puszki to był najwyższy honor. ;D